Przechodziła przez pasy, lekka, rozsypująca się. Jakby wiatr targał kolejnymi strzępami jej ubrań, ciała, kości. Uśmiech na jej twarzy wyglądał niemal prawdziwie.
Była naszą pięknością, z bladą nieskazitelną cerą i ciemnymi włosami. Jej głos brzmiał w uszach, jej śmiech uspokajał wszystkich, ale my obie wiedziałyśmy, że miał pozabijać.
Kiedy pierwszy raz upadła w śnieg, nie chciała wstać. Szeptała coś, do siebie, do drzew, do nieba.
- Chciałabym tu zostać.
Wyglądała tak idealnie. Krucho.
Krzyczały tylko jej oczy, śliczne zielone oczy. A potem nawet one przestały.
Była naszą pięknością, z bladą nieskazitelną cerą i ciemnymi włosami. Jej głos brzmiał w uszach, jej śmiech uspokajał wszystkich, ale my obie wiedziałyśmy, że miał pozabijać.
Kiedy pierwszy raz upadła w śnieg, nie chciała wstać. Szeptała coś, do siebie, do drzew, do nieba.
- Chciałabym tu zostać.
Wyglądała tak idealnie. Krucho.
Krzyczały tylko jej oczy, śliczne zielone oczy. A potem nawet one przestały.
No comments:
Post a Comment