Sunday, September 11, 2011

Grot(a)

Jaskinia jest mała, – nie wiem, jak on się tam mieści, z tymi wielkimi skrzydłami i ogonem najeżonym kolcami różnej długości – pełna węgla. Złoża węgla, wszędzie, niedbające o prawo grawitacji – ciemne bryły zwisające z miejsc, z których nie powinny zwisać. Dlatego mój smok jest brudny. Ubrudzony, zamazany, rozmazany, pluje węglem, on się nim dusi.

Węgiel jest niemetalem, a w zawyżonej temperaturze wchodzi w reakcję z tlenem, tworząc tlenki węgla. Mój smok tak bardzo lubi zionąć ogniem, mój smok lubi się truć. A potem mój smok się śmieje, bo Śmierć i tak go nie dosięgnie, może krzyczeć, może wrzeszczeć, Śmierć nie przyjdzie.

Mój smok jest ślepy. On nie widzi, zatem nie zauważa. Umie czuć, odczuwać, stara się, bardzo się stara. Ważnym zmysłem jest węch – czuje zdradę, czuje smród fałszywości, czuje delikatną woń uprzejmości. Ale można go łatwo oszukać. Zaufa, jak poczuje ładny zapach. Nieznajomy, który cuchnie załganiem – w ręku kubek z karmelową herbatą – i nagle zaczyna głaskać smoka. I smok nie wyczuje noża wbijanego w kolejne partie ciała. Wyczuje tylko głaskanie. Bo on tak tęskni za głaskaniem.

Kiedyś był zielony – delikatne łuski w różnych odcieniach zielonego pokrywały jego ciało. Smoczek. Smoczątko. (Idzie raczek nieboraczek…, mój smok był małym raczkiem nieboraczkiem). Ale potem zamieszkał w tej pieprzonej ciasnej jaskini i wszelkie kolory zniknęły. 

Jego szyja jest obwiązana takim ciężkim łańcuchem, który wbija mu się w grubą skórę. Stara krew zamieniona w papkę, węgiel, wysoka temperatura i miliardy bakterii. I to boli, tak okrutnie boli. Smok płacze, wyje, próbuje się uwolnić.
Ale nigdy nie przyzna się do tego, że właściwie lubi ból. 

Żyje sto lat i jeden dzień dłużej. Jest stary, bezużyteczny, niewidomy, męczy się – chciałabym go dobić, żeby nie słyszeć jęków. A w jękach błagania, uwolnij albo zabij, uwolnij albo zabij, uwolnij albo zabij. I siedzę bezsilnie, staram się płakać, bo nie chcę podejmować takich decyzji. Chcę odejść i nie słyszeć, ale jego wrzaski zawsze mnie znajdą. 

Ja jestem tchórzem, ale mój smok jest dzielny. Znosi to wszystko, ledwo, ale znosi. I wiem, że to ja jestem sprawcą, z długim batem, z kolczatką, z siłą, ze słabością. Mam wszystko i nie mam nic, unoszę się w niebycie. 

A mój smok jest taki miły, po prostu potrzebuje głaskania – bez herbaty i bez noża. 

Tak bardzo chciałabym go dobić.

No comments:

Post a Comment